Strona powstala 27.08.2001

 

Strona Główna

Kontakt

O stronie

Szukaj: wedlug slow kluczowych - wedlug pytan

AustraLink.pl


Image Map

 

SAMO ZYCIE - KASIA Z MELBOURNE


Nasz nowy gosc - Kasia z Melbourne - wnosi do opowiesci z cyklu Samo Zycie, zupelnie nowe spojrzenie - podwojne. Kasia ma mozliwosc obserwowania zycia w Australii przez DWA pryzmaty.

PIERWSZY, to pryzmat nowego emigranta, a DRUGI -  studenta z Polski, ktory uczy sie w Australii.

Jak to mozliwe?

Grunt to Rodzinka !!

Odcinek 1 - przygotowania i przylot do Melbourne

 

 


Odcinek 1 - Przygotowania i przylot do Melbourne

Coz moge powiedziec o wyjezdzie i jak do niego doszlo?

W Melbourne mam mame i brata, przyjechali tu na pobyt staly rok temu. Teraz juz widac, ze sie tu odnalezli, moj brat studiuje na tutejszym uniwersytecie.  Z tego co mowi nauka jest tu calkowicie bezstresowa, nie czuje sie presji tak jak u nas.

Postanowilismy rzucic caly balagan w Polsce i przyjechac do Australi, w koncu nie jestesmy jeszcze starzy, jezyk tylko troche kuleje, mozna to nadrobic.

Wzielismy polroczny urlop z pracy i zlozylismy dokumenty o wize studencka dla jednego z nas (ustalilismy wczesniej ze bardziej potrzeba w Australi informatykow niz wyksztalcenia administracyjnego).

Procedura przyznawania wizy studenckiej wedlug mnie jest duzo prostsza niz inne (pamietam przez jakie "sito" przeszla moja mama z bratem). Zlozylismy aplikacje, wyciag ze stanem konta bankowego, odpis obywatelstwa sponsorow, zaswiadczenia z pracy ze jestesmy zatrudnieni i otrzymamy urlop na czas nieobecnosci. Potem wykonalismy badania lekarskie (TRG pluc, mocz i ogolne badanie internistyczne). Badania zalatwilismy w pol dnia, warunkiem sukcesu (tak mi sie przynajmniej wydaje) jest wczesniejsze ustalenie telefonicznie godziny przyjecia u internisty. Wize otrzymalismy po okolo 2 tygodniach. Wynajelismy mieszkanie, ksiazki i ubrania wyslalismy poczta - przyjda za jakies 3 miesiace. 

Bilety mielismy kupione w Australi, ale to chyba nie byl dobry pomysl, poniewaz jak potem przeliczylismy to wyszlo ze zaplacilismy troche drozej niz jakbysmy kupili je w Polsce. Co do trasy to byla taka: Warszawa - Wieden - Kuala Lumpur - Melbourne. Lecielismy Austriackimi liniami, lot trwal ok. 23 godziny. Sama osobiscie uwazam ze samoloty zaprzeczaja wszystkim prawom fizyki i nie powinny latac, boje sie ich strasznie. Z drugiej jednak strony tyle kilometrow w przeciagu takiego czasu robi na mnie wrazenie. Co prawda podczas lotu caly czas mozna na ekranie obserwowac gdzie sie w danej chwili znajdujemy, ale jakos nie moglam w to wszystko uwierzyc. Wydawalo mi sie to bardzo nierealne. Najgorszy byl jednak pierwszy start i ladowanie, potem bylo juz mi wszystko jedno. Na Okeciu zaprawilam sie lekko zubrowka z sokiem jablkowym i sadze ze jest to jeden z lepszych sposobow (ale bez przesady) przechodzenia przez stres latania.

Momentem, ktory zrobil na mnie duze wrazenie bylo ladowanie w Melbourne. Kiedy samolot zszedl juz na tyle nisko ze mozna bylo zobaczyc jezdzace ulicami samochody wielkosci lebka od szpilki, zobaczylam monstrualnej wielkosci miasto. Wszedzie bylo widac dachy, dachy , dachy ... Z daleka majaczylo centrum - kilka naprawde wysokich wiezowcow.

Melbourne przywitalo nas silnym wiatrem ale i sloncem. W koncu to byla koncowka zimy, a na termometrach 12 stopni.

Ok, tyle na dzisiaj wyrzucaja mnie juz od komputera :)

Pozdrawiam serdecznie

 

powrot do gory