Strona powstala 27.08.2001

 

Strona Główna

Kontakt

O stronie

Szukaj: wedlug slow kluczowych - wedlug pytan

AustraLink.pl


Image Map

 

JACEK 1

Jacek byl (i chyba nadal jest) czytelnikiem niniejszej strony.  Korespondowal za mna, zadawal pytania, az pewnego dnia zadzwonil do mnie ... z Adelajdy.

Jacek przyjechal tu wraz z rodzina, aby dokonac weryfikacji swych marzen, wyobrazen i zdobytej wiedzy o Australii, z australijska rzeczywistoscia.

Zgadzam sie, to najlepszy sposob, aby dowiedziec sie prawdy.

 

Czesc I - Nasza Australia
 

Odcinek 1   

Odcinek 2 - zaczynamy od poczatku (rok 1989) plus refleksje o autach

Odcinek 3 - uzyskanie wizy i ... zwyczaje na adelskich drogach

odcinki nastepne >>


Nasza Australia - odcinek 1

Dzisiaj jest 25.01.2003, a wiec jestesmy w Australii juz od 2,5 miesiaca – wyladowalismy dokladnie 13.11.2002.

Pisze jednak dopiero teraz , poniewaz dzisiaj jest pierwszy dzien , w ktorym mam czas zeby cos napisac no i  temperatura mi na to pozwala – komputer stoi w pokoju bez klimatyzacji, tak ze ostatnie pare dni bylo w nim nie do wytrzymania – nie mamy co prawda termometru ale jestem przekonany, ze bylo w tym pomieszczeniu okolo +30 stopni, czyli i tak o jakies 10 mniej niz na zewnatrz – niemniej jednak dla mnie troche za duzo zeby pisac cos na powaznie przy komputerze.  No i najwazniejsze moge teraz podzielic sie moimi wrazeniami z tego pierwszego okresu w sposob troche pelniejszy i bardziej spokojny – nie tak bardzo pod wplywem emocji danej chwili.

 Do tej ostatniej fali upalow myslalem, ze upal nie bedzie nigdy problemem, a jednak mylilem sie – jezeli kilka dni pod rzad jest w granicach +40 to naprawde trudno wytrzymac w pomieszczeniach bez klimy – na szczescie mamy klime w kuchni i w jadalni i mozemy sie tam przeniesc z materacami na noc – co tez robilismy przez ostatnie dwie noce.

To tyle tytulem wstepu. Ale wlasciwie to po co to wszystko pisze? Otoz przed wyjazdem z Polski, niemalze do ostatniej chwili caly czas szukalem w internecie najrozniejszych informacji i opowiesci z Australii. Jak tylko uszlyszalem w pracy, na podworku czy gdziekolwiek, ze ktos byl lub zna kogos kto byl w Australii itp., to od razu ruszalem na "wypytywanie".  A jednym z najwiekszych , najcenniejszych zrodel informacji o Australii byla strona Stana, na ktorej sa rowniez opowiesci i wrazenia roznych osob z pobytu w Australii.

Bedac jeszcze w Polsce poznalem kilka osob, a slyszalem o wielu, ktorzy mysla o emigracji do Australii i co za tym idzie szukaja wszelkich info o tym kraju. Mysle , ze te moje wrazenia, przeplatane pisanymi osobno wrazeniami mojej zony, beda w miare ciekawa lektura i przede wszystkim zrodlem informacji o Australii (na pewno nie tak obszernym jak strona Stana, ale to nie jest moim zamiarem – Stan mozesz spac spokojnie), - a jak nie, to moze bedzie chociaz dobrym proszkiem nasennym co czasami rowniez jest przedatne.

Jak patrze na ten caly okres wstecz, to pierwsze 7 tygodni byly w pewnym sensie koszmarem. Codziennie bylem posiniaczony psychicznie od "bicia sie z myslami",  czy wracac czy tez nie –mialem taka mozliwosc, poniewaz z moim zakladem pracy mialem taki uklad, ze moge do nich jeszcze wrocic, ale moja ostateczna decyzje musze im przekazac w pierwszym tygodniu stycznia. No i w koncu przekazelem- ''zostajemy'', przynajmniej na dwa lata, poniewaz jest to okres po ktorym to dopiero mozna sie pokusic o stwierdzenie, czy Australia jest to „to” miejsce dla nas, czy tez nie, no i po dwoch latach mozna dostac obywatelstwo, co jest niewatpliwie rzecza bardzo przydatna

Po przekazaniu tej informcji spadl mi kamien z serca – teraz juz nie mam do czego wracac w sensie pracy i byloby niewatpliwie grzechem zaniechania nie skorzystac z tej mozliwosci zostania tutaj troche dluzej i zobaczenia co z tego wyniknie.

Z perspektywy czasu moge powiedziec, ze taka sytuacja w jakiej ja bylem przez ten okres jest zdecydowanie bardziej uciazliwa niz gdybysmy przyjechali tutaj nie majac juz pracy w Pl  - wtedy przynajmniej bym nie tracil tyle czasu na zastanawianie sie czy wracac czy tez nie.

A dlaczego jednak decyzja ze zostajemy – otoz po tym okresie powiedzielismy sobie, ze jednak mimo pewnego niezadowolenia z Australii (coraz mniejszego na szczescie z kazdym dniem) stwierdzilismy, ze Australia ma jednak wiecej plusow niz minusow, w porownaniu do Pl. Dla porownania moge powiedziec, ze w trakcie pierwszego tygodnia lub dwoch, to chyba nie udalo nam sie dostrzec zadnego – a na pewno najbardziej bylismy zdenerwowani na wszelkie programy zwiazane z Immigration SA – wiekszsc z nich to po prostu marketing bla, bla. Na marginesie, jezeli czytasz to jeszcze i jestes wlascielelm lub zarzadzajacym jakas firma i szukasz kogos do dzialu marketingu, to zaplac wiecej ale wez kogos kto pracowal dla rzadu SA – oni faktycznie, tak jak to Stan opisywal, sa mistrzami swiata w marketingu.

Kolejna sprawa ktora nas na poczatku doprowadzala do szewskiej pasji i nadal doprowadza, zwlaszcza jezeli na zewnatrz jest +40, to jest budownictwo, a wlascicie to w jaki sposob nie wykorzystuja obecnych na rynku mozliwosci lepszego budowania – ja mam dodatkowe tego pecha, ze przez pewien czas pracowalem w firmie zajmjacej sie izolacja budynkow. Krotko mowiac mogliby oni tutaj mieszkac niewielkim kosztem (podwojne okna i lepsza izolacja budynku) w duzo lepszych warunkach temperaturowych – tzn. latem by nie bylo w domu + 30 stopni, a zima +10 stopni. No ale coz, pewnych przyzwyczajen sie nie da zmienic i my jako emigranci musimy sie do tych warunkow pzryzwyczaic.

Oczywiscie jezeli ktos ma odpowiednie pieniadze to, albo kupi albo wynajmie dom z pelna klimatyzacja – no ale my jestesmy w tej chwili ta najbiedniejsza warstwa spoleczna (strasznie to brzmi no ale taka jest prawda) i nas na to po prostu nie stac.

Troche w to opowiadanie wdarlo sie balaganiku, ale to dlatego, ze chcialbym sie podzielic wszelkimi wrazeniami jak najszybciej, a niestety nie jest to latwe. Mysle ze najlepiej bedzie jezeli zaczne opisywac nasza przygode z Australia w sposob chronologiczny – i tak tez zrobie od nastepnego odcinka  - i bede sie staral podzielic w kazdym odcinku moimi prywatnymi odczuciami ma jakis temat.

Dzisiaj na koniec "wypada", po tym marudzeniu na program Immigration SA i styl budowania, napisac cos pozytywnego.

I przyjdzie mi to bardzo latwo, poniewaz na te dwa powyzsze tematy, na ktore jeszcze przed chwila marudzilem mozna bez trudu napisac same pozytywy – a to na zasadzie porownania z Pl. Chcialbym, mimo wszystko, zyczyc immigrantom przybywajacym do Polski (zwlaszcza tym z bylych republik radzieckich), zeby ktos ze strony rzadu jakiegos wojewodztwo zalatwil im lokal przed przyjadem, odebral z lotniska, zalatwil znizki na niektore sprawy itp. Jezeli krytykowalem to tylko i wylacznie dlatego, ze tak jak Stan to opisuje na stronie, przyjezdzajac tutaj spodziewalem sie raju i wszystkiego na tip top – a taki raj po prostu nie istnieje i stad moje i pewnie nie tylko moje rozczarowanie niektorymi sprawami.

A sam program jest naprawde bardzo pomocny – co nie oznancza ze nie moglby byc jeszcze lepszy.

A budownictwo – domek w ktorym nas zakwaterowano w ramach programu On Arrival Accomodation – to domek w dzielnicy socjalnej, budowanej w latach 50. Tak wiec standard jego niewatpliwie odbiega od "normalnych " domkow, brak w nim klimy itp., ale zyczylbym Polsce zeby u nas tak wygladaly dzielnice domkow socjalnych – niestety dlugo jeszcze nie beda. Ja moge te maja pierwsza dzielnice w Adelajdzie (Clearview) porownac z Warszawa lub Poznaniem i konkluzja tego jest bardzo smutna, ale dla tych dwoch polskich miast.

Hmm, to tyle w pierwszej czesci –  jest niedzielne popoludnie (nie za gorace - +30 st) a wiec jedziemy nad morze – to jest jedna z wiekszych zalet Adeli – piekne nie przeludnione plaze. 

Pozdrawiam

J.


powrot do gory

Odcinek 2 - zaczynamy od poczatku (rok 1989) plus refleksje o autach

Witam ponownie,

Pisze to w niesamowicie komfortowych warunkach – wczoraj spadla temperatura na zewnatrz do jakis +25, i dzieki tutejszemu „wspanialemu” od strony technologicznej budownictwu, wewnatrz temperatura spadla rownie szybko – ostatniej nocy musielismy nawet skorzystac z kolder – tak wiec w pomieszczeniu, w ktorym obecnie siedze jest okolo +23 stopni. No i poza tym jest srodek dnia, nikt nie goni do pracy, dzieci w szkole i przedszkolu – zycie moze byc piekne nawet w AustraliiJ.

No ale wracamy do zasadniczego watku, czyli naszej przygody z Australia – tak jak obiecalem bedzie chronologicznie – najwazniejsze czyli to, ze jednak ( mimo marudzenia na Australie w pewnych aspektach) zdecydowalismy sie zostac juz wiecie z pierwszej czesci. Jak to sie wszystko zaczelo?

Hmm – mysle, ze juz w trakcie studiow zaczalem myslec o wyjezdzie z Pl na stale do Niemiec, czy tez Danii, wtedy nie bralem jednak Australii nawet pod uwage. Ale mialem troche pecha, poniewaz jak juz podjalem decyzje, to zmienila sie sytuacja geopolityczna (cokolwiek to znaczy), byl rok 1988/89, okragly stol itd. I bedac wtedy na stypendium w Dk nawet jakbym sie zdecydowal poprosic o azyl, to i tak Polakom juz wtedy tego statusu azylanta by nie przyznali (i tu sie klania wielki plus ustroju poprzedniego – nie trzeba bylo jechac na koniec swiata, zeby dostac status rezydenta- przyjmowali nas prawie w kazdym kraju europy zachodniej) – tak wiec wrocilem do Pl i zaczalem budowac nasza „nowa” ojczyzne z nadzieja, ze Pl moze rowniez byc kiedys normalnym krajem.

I tak sobie budowalem, ale z czasem zaczynalem sie umacniac w przekonaniu, ze nie tylko mi, ale i innym to nie wyjdzie, i ze nalezy sie skoncentrowac na budowaniu lepszego jutra dla siebie samego tudziez swoich bliskich.

Mysle, ze po raz pierwszy zaczalem sie zastanawiac ponownie nad emigracja w 1996/97 roku – i juz wiedzialen, ze nie moga to byc ani Niemcy, ani Dania, ani zaden kraj europejski, poniewaz zaden z tych krajow nie prowadzi otwartej polityki emigracyjnej, a wybitnym specjalista w zadnej poszukiwanej dziedzinie nie bylem i juz chyba nigdy nie bede. Tak wiec zostaly do wyboru 3 kraje, Australia, NZ i Kanada.

Kanade odrzucielem na samym poczatku – wiem ze jest to kraj rownie dobry do emigracji i bogaty co te dwa pozostale, a moze nawet bogatszy, no ale jak mysle o  Kanadzie, to na pierwsze miejsce wychodzi zdecydowanie jedna asocjacja – brrrrrr..... zimno i jezdza na lyzwach – a ja nie lubie ani zimna, ani sportow zimowych – moze to glupie i krzywdzace skojarzenie, ale takie mam do dzisiaj i nic z tym nie moge zrobic. Tak wiec zostala Australia i NZ.

I zaczlem dosyc ostro zbieranie informacji na temat tych dwoch krajow – niestety internet wtedy jeszcze nie byl tak popularny jak dzisiaj – nie bylo wiec to takie latwe. Na poczatku na prowadzenie wysunela sie NZ – a to dlatego, ze przy owczesnym (1997) systemie punktacji do Australii nie mielibysmy szans, a do NZ byla wieksza szansa na dostanie wizy.

Odbylem wtedy spotkanie z bratem kolegi ze szkoly sredniej, ktory wlasnie przybywal w Pl na wakacjach, a mieszkal w Australii. Jak sie okazalo przed przyjazdem do Australii, na poczatku lat 90, przez kilka lat mieszkal na Nowej Zelandii. Opowiedzial mi dosyc duzo o zyciu zarowno w Australii jak i na Nowej Zelandii.

Kolega ten sugerowal, ze jednak jezeli moge, to powinienem sie jednak starac o uzyskanie australijskiej  wizy rezydenckiej. Glowne powody pewnej przewagi Australii nad NZ byly wg tego kolegi nastepujace

  • NZ ze wzgledu na mala ilosc mieszkancow i jeszcze wieksza odleglosc od znanych stolic naszego swiata, jest zdecydowanie bardziej „na zadupiu” kulturalnym, technologicznym, itd. anizeli Australia

  • Obydwa kraje sa zdecydowanie bogatsze anizeli Pl, ale jednak w jego oczach Australia jest troszke bogatsza anizeli NZ

  • Australia jest krajem o cieplejszym klimacie.

To byly te powiedzmy trzy najwazniejsze argumenty. Dla mnie jednak najwazniejszy byl argument numer dwa, czyli sytuacja ekonomiczna kraju. Moim zdaniem jak emigrowac i ma sie do wyboru dwa kraje, ktore sa i tak „absurdalnie” odlegle od Pl, to nalezy wybrac jednak ten bogatszy. I zabralem sie za studiowanie danych mikro- i makro ekonomicznych. Jakie byly tego rezultaty? Otoz Australia wg. dostepnych mi danych statystycznych jest na poziomie Niemiec czy tez Danii, a Nowa Zelandia jest gdzies w polowie drogi miedzy Hiszpania, a tymi dwoma wymienionymi krajami, czyli z punktu widzenia Polaka, czy Polski, obydwa kraje sa bogatsze od nas, no ale jednak Australia jest troszke do przodu wzgledem NZ.

Zdecydowalismy – wybieramy Australie i robimy wszystko zeby dostac wize rezydencka do tego kraju. Byl wtedy poczatek roku 1999 – dynamiczny rozwoj internetu  (hmm...przynajmniej w moim domu) i co za tym idzie duzo latwiejszy dostep do wszystkich mozliwych informacji . Udalo mi sie znalezc adresy e-mailowe  kilkudziesieciu Polakow mieszkajacych w Australii i nawiazalem z nimi korespondencje.

W sumie korespondowalem przed przyjazdem tutaj z okolo 80 Polakami, na rozne tematy zwiazane z Australia i emigracja jako taka. I oto jakie byly rezultaty:

  • ca 75% Polakow mieszkajacych w Australii bylo zadowolonych z tego kraju w prawie kazdym aspekcie

  • ca 15% Polakow bylo srednio zadowolonych – tzn. byly sprawy, ktore im sie podobaly i sprawy, ktore nawet nieraz po kilkunastu latach pobytu nie ukladaly sie tak jakby tego sobie zyczyli, ale podkreslali, ze w zwiazku z tym mysla o mozliwosci zmiany kraju na inny, ale na pewno nie o powracie do Polski. Wszyscy z tej grupy podkreslali jednak przewage Australlii nad Polska

  • ca 10% byly to osby, ktore mieszkaja w Australii po kilkanascie lat, ale sa z tego kraju bardzo niezadowolone. Na moje pytania dlaczego nie chca wrocic do Polski w takim razie, albo wogole mi juz nie odpowiadali, ale zmieniali temat. Jednak jedna osoba z tej grupy dala mi odpowiedz dajaca wiele do myslenia „... poniewaz ja jestem biedny, a Australia to jest wlasnie kraj dla biednych, a Polska jest Ok ale tylko jezeli jestes w miare bogaty...”.

Ja moge powiedziec , ze po tych kilkunastu tygodniach pobytu tutaj absolutnie sie zgadzam z ta teza. Ale o tym napisze wiecej w ktoryms z nastepnych odcinkow.

Korespondowalem poprzez internet z Polakami rowniez na temat emigracji do Niemiec i do Londynu. Wyniki australijskie sa zaskakujaco dobre – tzn. tak duzy odsetek Polakow widzacych swoja nowa ojczyzne w tak pozytywny sposob. Pomyslalem wtedy, ze jezeli Polacy prezentuja taka zgodnosc pogladow co do Australii, to jednak musi w tym cos byc. To mnie ostatecznie przekonalo, musze to zobaczyc i przekonac sie o tym na wlasne oczy.

No i w miedzy czasie zaszla bardzo pozytywna zmiana.W lipcu 1999 wprowadzono pewne zmiany do Australijskich przepisow migracyjnych i nagle sie okazalo (przynajmniej w zawodzie mojej zony - nauczycielka), ze zdobycie przez nas odpowiedniej ilosci punktow nie powinno byc trudne.

Ok to tyle na dzisiaj, jezeli chodzi o nasz wyjazd. A na koniec, tak jak obiecywalem, moje wrazenia na „temat dnia”. Dzisiaj bedzie o samochodach.

Statystycznie rzecz ujmujac w Australii przypada na jeden samochod troszeczke powyzej 2 osob, a w Pl okolo 4 – tak wiec zdecydowany plus dla Australii. W 2001 roku sprzedano w Polsce okolo 350.000,00 nowych samochod (nas jest dla porownania 38 mln), a w Australii w tym samym czasie okolo 600.000,00 nowych samochow (ich jest okolo19 mln) – tak wiec kolejny jeszcze wiekszy plus dla Australii.

Ale z drugiej strony pamietam bardzo dobrze e-maila od jednego a tych niezadowlonych Polakow „....pamietaj, takich starych 30-letnich i starszych Toyot jak tutaj jezdzacych to nigdzie nie znajdziesz, przy nich nasza Syrenka to bylo ekologicznie czyste auto....” Tak wiec bylem bardzo ciekaw jak to naprawde wyglada.

Po wyjsciu z lotniska zobaczylem jedynie taxowki – i byly to bardzo ladne, biale, w wiekszosci nowe samochody – Ok pomyslalem zupelnie jak w De - to lubie. No, ale z kazdym przejechanym odcinkiem sytuacja ulegala pogorszeniu – tzn. samochodow duzo, ale strasznie zroznicowanie zwlaszcza w kwestii wieku. O Jezu, ten Polak od syrenek nie klamal – gdzie ja trafilem – to byly moje pierwsze mysli. A w poblizu naszego pierwszego miejsca zamieszkania (Clearview) sytuacja ulegla znacznemu pogorszeniu – calkiem mozliwe , ze w tych okolicach taka 30 letnia Toyota nie byla wcale najstarszym autem.

Teraz patrzac z perspyktywy tych ponad 2 miesiecy sam sie smieje z tego, jakie byly moje pierwsze wrazenia na temat rynku samochodowego – no ale takie byly i tego juz nie zmienie- przeciez tak jak pisalem trafilismy do jednej z najbiedniejszych dzielnic tego miasta i moge powtorzyc tylko, ze zyczylbym mieszkancom takich dzielnic jak Wilda w Poznaniu, czy Praga w Warszawie, zeby ich rowniez bylo stac chociaz na takie auta z zasilku socjalnego.

No ale Ok , to byly moje pierwsze wrazenia, a wiec jak wyglada ten rynek.

Samochody, zwlaszcza te, ktore w Polsce uchodza za prawie luksowe, np. Toyata Camry, Holden Commodere (po polsku Opel Omega ), czy Ford Falcon (trudno porownac ale jest to samochod klasy Forda Scorpio) sa tutaj troche tansze, np. nasi znajomi tutaj kupili niedawno 2 letnia Toyote Camry, z klima, automat, itd (co jest tutaj w standarcie) za niecale 20.000,00 AUD, a wiec bez watpienia duzo taniej niz w Pl. Dotyczy to rowniez samochodow 4WD, ktore nie tylko, ze sa tansze to jest ich zdecydowanie wiecej niz w Pl. Porownuje ceny bezwzgledne, czyli nie uwzgledniajac tego, ze srednia pensja w Pl jest 3,5 razy mniejsza anizeli w Australii.Warto dodac, ze samochody klasy Opel Omega, a wiec te ktore wymienialem powyzej, sa najczesciej kupowanymi nowymi samochodami.       

Samochy sredniej klasy, typu Toyota Corolla, rozne koreanskie, Nissan wystepuja tutaj rowniez i jezeli mialbym sie pokusic o porownanie cenowe, to sa one mniej wiecej w podobnych cenach co w Pl. Natomiast wyposazenie tych aut jest troche lepsze anizele w Pl – po prostu klima (wlasciwie to jest koniecznosc – naprawde bez tego urzadzenia trudno wytrzymac w zamknietej klatce jezeli na zewnatrz jest powyzej +40 stopni) i automat sa tutaj na porzadku dziennym.

Natomiast europejskie auta, a zwlaszcza niemieckie takie jak Marecedes, VW, Audi czy BMW sa okazami bardzo rzadkimi i chyba jednak kosztuja troche wiecej niz w Pl.

Z drugij strony jezdzi tutaj wiele niesamowitych rupieci, takich jak te wzmiankowane wczesniej 30 letnie i starsze Toyoty, Holdeny ( po naszemu Ople ), Fordy. Ale co ciekawe jezdza te auta i nie ma za nimi jakis wielkich klebow dymu – czyli silnik jest w miare Ok. No i karoseria tez nie jest tak przerdzewiala jakby to wynikalo z wieku – ale to w duzej mierze zasluga klimatu. Auta te sa w cenach ponizej 1000 AUD i w tym przedziale wiekowym nie ma juz specjalnego znaczenia dla ceny czy to auto jest tylko 20 – letnie, czy tez ma wiecej niz 40 lat. Co ciekawe jezdzi takimi autami wiele mlodych ludzi – nawet czasami w dresie. A ja nie przypominam  sobie, zeby w Polsce jakis osobnik dobrze zbudowany, w dresie, o twarzy nie pamietajacej wysilku umyslowego wsiadl do starego auta – korzystali najczesniej albo z BMW, albo z Golfa. Ale o tutejszych i polskich „chuliganach” bedzie w ktoryms z nastepnych odcinkow.

A czym my jezdzimy – tak jak pisalem nalezymy tutaj do tych najbiedniejszych i nasz samochod jak najbardziej odzwierciedla nasza przynaleznosc klasowa – jest to Ford Falcon z 1989 (mimo troche zaawansowanego wieku ma zarowno klime jak i automatyczna skrzynie biegow), z troche poobijana karoseria (a to po gradobiciu w Melbourne – ponoc bylo tutaj kiedys cos takiego jak glosi lokalna legenda), no i co najwazniejsze kosztowal nas tylko 1.800,00 AUD, a wiec 4.000 PLN, co nawet w porownaniu do rynku polskiego nie jest cena wygorowana, a moze nalezaloby nawet powiedziec, ze jest po prostu duzo tanszy niz cos takiego w PL. I co najwazniejsze jezdze nim juz ponad dwa miesiace i jeszcze ani razu nie bylem na warsztacie – oby tak dalej.

Na koniec troche o cenach paliw – sa one zdecydowanie bardziej przyjazne dla naszych kieszeni niz w Pl – bezolowiowa kosztuje w granicach 0,90 do 1,00 AUD, LPG okolo 0,50AUD i co ciekawe najdrozszy jest diesel , czasami kosztuje nawet powyzej 1,00 dolara.

To tyle moich uwag dotyczacych samochodow.

Do nastepnego.

 

powrot do gory

Odcinek 3 - uzyskanie wizy i ... zwyczaje na adelskich drogach

Dzisiaj jest piatek 07.02.2003 i  jak zwykle zaczne od temperatury – wczoraj, dzisiaj, jutro i w niedziele bedzie teoretycznie ta sama temperatura, czyli +30 stopni  –  i musze przyznac, ze jest to przy tutejszym, suchym klimacie  calkiem przyjemna temperatura do zycia  – mozna to przyrownac do jakichs +25 w Polsce.

Ostanio skonczylem na tych zminach w przepisach migracyjnych, ktore to mialy miejsce w lipcu 1999, i ktore to teorytycznie przyznawaly nam odpowiednia ilosc punktow potrzebnych do uzyskanie tej wymarzonej wizy. Wiedzac juz, ze poniekad Australie mam „w kieszeni”, zaczalem ponownie sprawdzac czy przypadkiem nic sie nie zmienilo w przepisach emigracyjnych, w ktoryms z krajow Europy Zachodniej  –  niestety jedyne zmiany mialy miejsce w przepisach dunskich z tym, ze na gorsze dla potecjalnych emigrantow. Tak wiec zaczelismy nasze przygotowania do skladania aplikacji wizowej  –  trwalo to troche, poniewaz w calym tym procesie nie spieszylismy sie za bardzo  –  ja mialem caly czas prace i brakowalo nam w zwiazku z tym tego glownego elementu stymulujacego do emigracji, jakim jest niewatpliwie brak srodkow do zycia.

Po krotkiej korespondencji e-mailowej z NOOSR (organizacja ktora uznaje kwalifikacje nauczycielskie dla potencjalnych emigrantow), majacej na celu wyjasnienie wszelkich watpliwosci zwiazanych z dokumentami, ktore nalezy wyslac do nich, w koncu na poczatku listopada 2000 roku wyslalem komplet dokumentow.

Tak na marginesie to zachecam wszystkich, ktorzy maja jakiekolwiek watpliwosci dotyczace  uznania swoich kwalifikacji do korespondowania z odpowiednia organizacja uznajaca kwalifikacje przed wyslaniem wniosku. Po pierwsze australijskie urzedy odpowiadaja (w odroznieniu od polskich) na pytania przeslane droga e-mailowa i po drugie moze to zaoszczedzic zarowno pieniedzy jak i czasu.

Po dwoch miesiacach , dokladnie 09.01.2001 przyszedl list z Australii, potwierdzajacy uznanie kwalifikacji mojej zony jako Primary School Teacher. Odetchnelismy  –  udalo sie  – pozostala czesc powinna byc jeszcze latwiejsza.

I tak faktycznie bylo, pozostale kroki, czyli:

·        zlozenie wniosku w ambasadzie

·        „zalatwienie niekaralnosci”

·        badania lekarskie

·        test z angielskiego dla drugiego doroslego aplikanta

·        po drodze tlumaczneia itd.

faktycznie okazaly sie prawie zerowa przeszkoda.

W efekcie, w kwietniu 2002, wbito nam do paszportow nasze upragnione wizy rezydenckie.

Jezeli ktos bedzie probowal podsumowac ten caly okres to mu wyjdzie, ze caly ten proces od zlozenia wniosku o uznanie kwalifikacji do otrzymania wiz trwal prawie 1,5 roku. Jest to dosyc mylace, poniewaz po drodze bylo troche przerw na nasze wlasne zyczenie. Jakby ktos sie pokusil o to, zeby wszystko zalatwiac terminowo i oczywiscie przygotowal wszystkie dokumenty, tak jak tego sobie zycza odpowiednie wladze australisjkie, to w ciagu 10 miesiecy mozna zakonczy caly ten proces -  a jak ktos aplikuje jako pielegniarka lub inna osoba z listy zawodow poszukiwanych, to moze to trwac nawet jeszcze krocej. Caly ten proces lacznie ze wszystkimi tlumaczenia, badaniami lekarskimi itd., kosztowal nas okolo 6.500,00 PLN.

To tyle w tym odcinku – obiecuje, ze w nastepnym dotrzemy juz do Australii.

OK  –  dzisiaj w ramach „tematu dnia” bedzie troche o jezdzie samochodem w Australii. Podkreslam to troche, poniewaz jeszcze nie udalo mi sie wyjechac samochodem poza Adelaide, tak wiec wlasciwie bedzie tylko o jezdzie w tym miescie, ale mysle, ze niewiele rozni sie to od tego jak jezdza w innych miastach  –  moge tak sadzic na podstawie moich doswiadczen z jazdy po Polsce, Niemczech i Danii  –  niezaleznie gdzie by sie jezdzilo w tych krajach, to mozna bez problemu wyodrebnic niektore wspolne cechy dla kierowcow w tych krajach, tudziez dla tak zwanej kultury jazdy.

Moje doswiadczenia z Polski to przede wszystkim jazda po Poznaniu , Warszawie i na trasie laczacej te dwa miasta. W Polsce wiele sie mowilo o tym jacy to chamscy sa kierowcy w Waszawie, i ze w innych miastach jezdzi sie duzo bardziej “kulturalnie”.  Moim zdaniem jednak w Warszawie sie jezdzi tak samo jak  w innych miastach, a moze nawet lepiej – a to dzieki temu, ze wiekszosc kierowcow jezdzacych po Warszawie jest przyzwyczajona do jazdy w tloku i robia to dosyc dobrze. Podkreslam,  ze sa moje osobiste wrazenie jako nie-warszawiaka.

Co jest charakterystyczne w takim razie dla jazdy w Polsce:

·        duza szybkowsc – mozna powiedziec nawet, notoryczne lamanie przez prawie wszystkich, wszelkich ograniczen predkosci

·        wpychanie sie na sile na trzeciego - czy na trasie Poznan Warszawa nawet na szostego - i inne tego typu praktyki zwiazane z tym, ze kazdemu sie ciagle gdzies spieszy

·        kiepska jakosc naszych drog

Mysle, ze sa to trzy glowne wyrozniki jazdy po polskich drogach. Zwiazane z tym sa dwie sprawy, a mianowicie z jednej strony jazda po polskich drogach jest bardzo niebezpieczna (kilku znajomych z zagranicy zrezygnowalo nawet z jazdy samochodem po Polsce)

Ale za to, z drugiej strony, jak ktos lubi wyzwania drogowe, wszelkiego rodzaju nieformalne wyscigi drogowe, tudziez nie lubi zasypiac za kierownica (zwlaszcza na dlugich odcinkach na terenie niezabudowanym), to Polska wydaje sie idealnym miejscem do jazdy samochodem. Ja musze sie przyznac, ze calkiem lubilem i praktykowalem polski styl jazdy.

Ale przeciez mialo byc o Australii i juz zaraz bedzie.

Z punktu widzenia “prawdziwego polskiego“ kierowcy, jazda po drogach australijskich jest czyms zupelnie innym, do czego nalezy sie po prostu przyzwyczaic. A oto kilka podstawowych wyroznikow (byc moze jest ich wiecej, ale na razie tylko te udalo mi sie wyodrebnic)

·        rzadko przekracza sie dopuszczalna predkosc i lamie inne przepisy drogowe  –  jest to poniekad spowodowane duza iloscia radarow rejestrujacyh tego typu wykroczenia i pozniejsza konsekwencja w egzekwowaniu naleznosci, jak i duzym generalnie respektem wobec przepisow (Ordnung muss sein – co niewatpliwie nie lezy w polskiej naturze)  –  tak wiec w efekcie tych poczynan na poczatku szlag trawia polskiego kierowce, jak jezdzi sie 50 lub 60 km / godz  –  ale moge zapewnic, ze z czasem czlowiek sie przyzwyczaja do tego. Ja jestem na etapie delektowania sie spokojnym stylem jazdy  –  ma to jednak pewne negatywne strony, czesto lapie sie na tym , ze prawie zasypiam z nudow za kierownica.

·        naduzywanie klaksonow  –  w zyciu nie bylem w kraju o takim zamilowaniu do naduzywania klaksonow  –  ale moze to jest jakies narodowe hobby lub inny sposob rozladowania napiecia zwiazanego z byciem ciagle, lub prawie ciagle, usmiechnietym i milym wobec prawie wszystkich (o tym bedzie  wiecej w jednym z nastepnych odcinkow). Po prostu cokolwiek sie zrobi, w pewnym sensie nie wg standardow drogowych, to od razu trabia  –  i nie mowie tutaj wcale o jakims lamaniu prawa, ale np. jedziesz wolno poniewaz szukasz jakies ulicy lub numeru domu to trabia, sekunde sie spoznisz na swiatlach to trabia itd.

·        zapomnij o tym, ze Ciebie ktos wpusci z podporzadkowej ulicy  –  najczesciej trzeba czekac na zmiane swiatel lub na inny cud drogowy  –  po prostu w przepisach nic nie ma o przepuszczaniu, a jak nie ma to nie wiadomo co zrobic.

·        niesamowita wrecz zyczliwosc wobec osob stojacych na poboczu z jakims problemem zwiazanym z samochodem  –  ja sam tego jeszcze na szczescie nie zaznalem (na szczescie, poniewaz znaczy to po prostu, ze do tej pory nie mialem  problemow z samochodem) – ale slyszlem o tym od wiekszoci Polakow, ktorych tutaj spotkalem.

·        w porownaniu z Poznaniem, czy tez Warszawa, to w Adeli nie znaja zupelnie pojecia o korkach drogowych  –  i to jest piekne, mozna naprawde w miare dokladnie wyliczyc ile czasu zajmie nam przejazd na jakies trasie

Tak wiec generalnie mozna stwierdzic, ze jazda po Australii jest duzo bardziej bezpieczna (co moim zdaniem jest najwazniejszym czynnikiem) i mniej stresujaca anizeli w PL – ale z drugiej strony, dla „prawdziwego polskiego” kierowcy nieco nudna.

To tyle  –  do nastepnego

 

powrot do gory

 

odcinki nastepne >>