Strona powstala 27.08.2001

 

Strona Główna

Kontakt

O stronie

Szukaj: wedlug slow kluczowych - wedlug pytan

AustraLink.pl


Image Map

 

CZY "WARTO" EMIGROWAC DO AUSTRALII?

Ile kosztuje emigracja?

Zdziwilo mnie Panskie stwierdzenie, ze w Polsce powodzilo sie lepiej, mimo, iz pracowala jedna osoba w rodzinie, a teraz w Australii pracujecie z zona i zyjecie (po naszemu) "do pierwszego".

Czy jednak nie zalujesz, od strony finansowej tego, ze wyemigrowales do Australii? W Polsce sam jeden utrzymywales rodzine, a w Australii jak piszesz musisz to robic wraz z zona. Czy, jezeli w Polsce jestesmy rodzina o troche ponad przecietnych dochodach, to warto emigrowac do Australii, pod katem materialnym? Piszesz, ze....”Ubostwo w Australii na pewno wyglada inaczej niz ubostwo w Egipcie. Klasa srednia w Australii zyje inaczej niz klasa srednia w Wenezueli, Polsce czy Rosji ...” - czy moglbys pokusic sie o jakies przyklady tych róznic?

Czy warto starac sie emigrowac do Australii (nie chodzi tylko o aspekt biznesu, czy pracy)? Czy warto zostawic swiat do jakiego jestes przyzwyczajony i podjac wyzwanie nowego, moze ciekawszego zycia? Droga do wyjazdu jest dluga... Odpowiedz prosze, z pozycji obserwatora i czlowieka znajacego australijska, a i polska sytuacje.

Czy zalujesz swojej decyzji o wyjezdzie do Oz?

Nadal sie wahamy czy wyjechac, czy tez nie. Jestesmy przekonani w 90 %, a do takiej decyzji potrzeba 100% przekonania.

Czy masz jakies informacje o Polakach, ktorzy podobnie jak Ty przybyli do Australii (pracownicy wykwalifikowani) i postanowili jednak wrocic do Polski poniewaz nie potrafili sie odnalezc w nowej rzeczywistoci?

Czego brakuje najbardziej z polskiej rzeczywistosci? Jakie byly pierwsze wrazenia po przybyciu do Australii?
 


Ile kosztuje emigracja?

Jeden z czytelnikow tej strony zrobil ponizsze zestawienie swoich kosztow. Pozwolil je tu opublikowac. Aplikacje wysylal w pazdzierniku 2002.

 

cytuje:

M oje koszty zwiazane z podaniem o wize poniesione do dnia wczorajszego (do wyslania aplikacji) – ceny aktualne w PLN:

  • tlumaczenia – ok. PLN 700

  • notariusz – ok. PLN 400

  • IELTS – PLN 520 (teraz juz PLN 550 )

  • skills assessment – ok. PLN 800 + PLN 30 za wysylke

  • koszty potwierdzenia 12 zdjec (3 osoby) i 2 dokumentow w ambasadzie – ok. PLN 950

  • application fee – ok. PLN 4 000

  • wysylka wniosku do Adelaide (kurier) – PLN 300

Razem: ok olo PLN 7 700.

Pominalem koszty podrozy do Warszawy.

Pozniej dojda :

  • koszt lekarza (ok. PLN 700 za osobe)

  • otrzymanie i tlumaczenia zaswiadczen o niekaralnosci (co najmniej PLN 200)

  • plus koszty wysylki (pewnie najlepiej kurierem, bo Poczta Polska do najrzetelniejszych nie nalezy)

  • a ha, i jeszcze IELTS zony.

Nie jest to tania impreza.

 

koniec cytatu

 

Juz w Polsce wydatek jest niemaly, jeszcze przed uzyskaniem wizy: egzamin z angielskiego, tlumaczenia dokumentow przez tlumacza przysieglego, uznanie kwalifikacji przez odpowiednia organizacje zawodowa w Australii, zlozenie dokumentow w ambasadzie, badania lekarskie, zaswiadczenie o niekaralnosci - za to wszystko trzeba placic. Potem koszt biletow lotniczych, ewentualnie transportu dobytku droga morska i wszelkie wydatki towarzyszace.

Powyzsze koszta moga byc jednak nie tak duze w porownaniu z wydatkami, ktore trzeba bedzie poniesc na miejscu: mieszkanie, utrzymanie, transport, telekomunikacja, edukacja i informacja (o rozrywkach nie wspominam). Zaleznie od wielkosci rodziny, jest to mniej, lub wiecej setek A$ tygodniowo

Ministerstwo Imigracji w swych materialach informacyjnych (FORM 1105i) podaje, ze przecietna rodzina imigrantow, zyjacych w Australii mniej niz 2 lata wydaje tygodniowo 700 A$. Na tej samej stronie pisza, ze para malzenska wynajmujaca dom (mieszkanie) potrzebuje minimum 355 A$ na przezycie (to survive). Ile tygodni / miesiecy mozna zyc z przywiezionych ze soba pieniedzy?

Tu wlasnie okazuje sie, jak wazne jest szybkie podjecie pracy, a tego niestety nikt z gory nie zagwarantuje. Urzedowa procedura, przez ktora przechodzi "kandydat na Australijczyka", ma wylonic tych, ktorzy beda mieli najwieksze szanse na szybka adaptacje, ale nie daje na to zadnych gwarancji.

Do 1996 roku, swiezy imigrant, jesli pomimo wysilkow nie byl w stanie dostac pracy, mogl sie ubiegac o tzw. zasilek specjalny (rowny zasilkowi dla bezrobotnych). Obecnie imigrantom ten zasilek nie przysluguje przez pierwsze 2 lata pobytu. Wciaz maja jednak prawo ubiegac sie o zasilki rodzinne – o wysokosci zaleznej glownie od dochodu rodziny oraz wieku i liczby dzieci.

Dla mnie pozbawienie migrantow zasilku dla bezrobotnych jest to sprawa kontrowersyjna, gdyz wiekszosc imigrantow potrzebuje wlasnie okolo 2 lat "na rozped". Po tym czasie zaczynaja byc doceniani, juz zdolali udowodnic co potrafia, maja juz pewne znajomosci, istnieja w srodowisku, najczesciej maja juz lepsza prace i placa podatki, ktore z nawiazka zwracaja wyplacane im wczesniej chude zasilki.

Z ekonomicznego punktu widzenia, obecny rzad ma chyba jednak racje, gdyz pomimo braku zasilkow dla nowoprzybylych, imigranci wykwalifikowani wala do Australii drzwiami i oknami, zadnych zachet, ani gwarancji nie oczekujac. Nie ma zatem powodow, aby obciazac budzet dodatkowymi wydatkami.



powrot do gory

Zdziwilo mnie Panskie stwierdzenie, ze w Polsce powodzilo sie lepiej, mimo, iz pracowala jedna osoba w rodzinie, a teraz w Australii pracujecie z zona i zyjecie (po naszemu) "do pierwszego".

Kazdy imigrant liczy na to, ze po przyjezdzie do Australii jego sytuacja sie polepszy. Czynnik materialny gra tu wazna role, ale nie jest jedynym, ktory ludzie biora pod uwage. Sa tacy, ktorzy przyjezdzaja tu np. ze wzgledu na pogode.

Swoj sukces w Australii kazdy odnosi do swojej sytuacji sprzed wyjazdu. Inaczej oceni to mloda osoba na poczatku kariery zawodowej, a inne beda punkty odniesienia czlowieka z 15-letnim doswiadczeniem pracowniczym. To samo w przypadku osoby mieszkajacej w wynajmowanym M-1, w porownaniu z kims, kto posiadal w Polsce wille z basenem.

Emigracja w duzym stopniu wyrownuje te nierownosci. W pewnym sensie kazdy startuje od zera. Mozna powiedziec, ze osoby z dorobkiem, zawodowym czy materialnym, ryzykuja wiecej, gdyz w 95% przypadkow uplynie pare lat, zanim ten status zdolaja tu odbudowac.

Realia panujace w kraju, z ktorego sie wyjezdza, sa inne niz te w Australii. Niewiele rzeczy mozna ocenic za pomoca porownania prostego. Jak tu mawiaja "porownuj jablka z jablkami", tymczasem imigrant czesto musi porownywac jablka z pomaranczami, albo nawet z camembertem.

Na przyklad zarobki. W porownaniu do sredniej krajowej, kilka lat temu w Polsce zarabialem dobrze, teraz w Australii zarabiam przecietnie, ale, w przeliczeniu na dolary amerykanskie, obecnie zarabiam wiecej.

Zarabiam wiecej, ale co mi z tego, jesli musze tez wiecej wydac, bo tyle kosztuje zycie. Stad wniosek, ze jednak porownanie do sredniej krajowej, jest bardziej miarodajne. Jesli tak, to obecnie powodzi mi sie gorzej, bo kiedys zarabialem dobrze, a teraz zarabiam przecietnie.

Imigranci z wiekszym doswiadczeniem zawodowym beda oczywiscie mieli okazje z niego skorzystac, ale moze uplynac pare lat, zanim przelozy sie to na sukces w sensie awansow i finansow.

Musi uplynac czas, aby inni ludzie sami zauwazyli jak jestes dobry, aby powierzyli ci stanowisko kierownika projektu, dzialu lub nawet szefa firmy. W Polsce juz moze przez te wszystkie szczeble przechodziles, ale tu zaczynasz od poczatku. Masz szanse szybciej przeskakiwac poszczegolne stopnie, bo wiedza i doswiadczenie juz jest, trzeba to tylko udowodnic innym.

Drugim istotnym elementem, wplywajacym na twoja kondyncje finansowa bedzie koszt zwiazany z zapewnieniem sobie dachu nad glowa.

Gdy juz osiagniesz, w oczach banku, zdolnosc kredytowa, to moze, jak to czyni wiekszosc Australijczykow, postanowisz kupic dom. Bank udzieli ci na jego zakup kredytu, ktory rozlozony bedzie na 25 lat. Kredyty sa dobre, a jedyna ich wada jest to, ze sa oprocentowane. Obliczenia wykazuja, ze przy obecnym (wcale nie wysokim) oprocentowaniu, w przeciagu tych 25 lat zaplacisz za dom podwojnie - zwracajac kredyt i placac odsetki.

W takiej sytuacji jest wiekszosc rodzin australijskich. Roznice pomiedzy tymi rodzinami polegaja na podejsciu do spraw kredytu i jego splaty. Jedni ciagna sprawe przez cale pokolenie, a inni staraja sie zredukowac czas i tym samym koszty, co wiaze sie z wiekszymi splatami.

Mozna wiec powiedziec, ze dopuki kredytu nie splacisz, to nie masz zadnych nadwyzek (bo masz dlug), czyli, jak to ujela autorka pytania, zyjesz w pewnym sensie "do pierwszego".

Nie wiem, czy powyzej udalo mi sie wyjasnic, dlaczego napisalem:

"Wlasciwie, po szesciu latach od przybycia do Australii, ekonomicznie mam sie gorzej, przynajmniej na tle spoleczenstwa w ktorym zyje. W Polsce tylko ja pracowalem zawodowo i wystarczalo na utrzymanie rodziny. W Australii, wytezamy sie wespol z Malzonka, a do komfortu finansowego daleko."

Tak, czy inaczej, na pewno nie jest zle. Niektorzy moga nawet uznac, ze dom z ogrodkirm jest lepszy niz mieszkanie na III pietrze, a zaczynanie od nowa otwiera zupelnie nieoczekiwane perspektywy.

powrot do gory

Czy jednak nie zalujesz, od strony finansowej tego, ze wyemigrowales do Australii? W Polsce sam jeden utrzymywales rodzine, a w Australii jak piszesz musisz to robic wraz z zona. Czy, jezeli w Polsce jestesmy rodzina o troche ponad przecietnych dochodach, to warto emigrowac do Australii, pod katem  materialnym? Piszesz, ze....”Ubostwo w Australii na pewno wyglada inaczej niz ubostwo w Egipcie. Klasa srednia w Australii zyje inaczej niz klasa srednia w Wenezueli, Polsce czy Rosji ...” - czy moglbys pokusic sie o jakies przyklady tych róznic?

Cos mi sie wydaje, ze chcesz jechac do Australii "na pewniaka" , niczego nie poswiecajac, ani nie ryzykujac . Chyba ci to nie wyjdzie. Po prostu, nie da sie wszystkiego przewidziec, wykalkulowac, obnizyc ryzyka do zera.

Oprocz tego , licza sie nie tylko pieniadze. Sa inne wazne czynniki, np. bezpieczenstwo na ulicy, przygoda, ciekawosc, perspektywa dla dzieci, i wiele podobnych.

W kazdym razie, moja zona nie narzeka ze pracuje . W recz uwaza to za awans spoleczny, na ktor y w Polsce nie mialaby szans, po latach spedzonych poza praca (wiek - 40 + ).

Ja nie powiem ci czy warto, ... bo nie wiem. Nikt nie wie jak ci sie w Australii ulozy. Twoja sytuacja , twoj potencjal i twoje potrzeby sa indywidualne i tylko ty je znasz. Jedno jest pewne, najbardziej potrzebujesz duzej dawki optymizmu. Ostroznosc jest cnota, ale jej nadmiar paralizuje.

Przyklad w sprawie ubostwa:

Australia to kraj porownywalny z najbogatszymi panstwami w Europie. Wyobraz sobie np. Holandie i porownaj ja z Albania. Ale przeciez w Holandii tez nie wszystkim wystarcza na wszystko.

powrot do gory

Czy warto starac sie emigrowac do Australii (nie chodzi tylko o aspekt biznesu, czy pracy)? Czy warto zostawic swiat do jakiego jestes przyzwyczajony i podjac wyzwanie nowego, moze ciekawszego zycia? Droga do wyjazdu jest dluga... Odpowiedz prosze, z pozycji obserwatora i czlowieka znajacego australijska, a i polska sytuacje.

To pytanie, mozna by okreslic jako zasadnicze, lub ciekawe, lub trudne, ... lub takie, na ktore nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zmuszasz mnie do filozofowania.

Z perspektywy czasu, twoj odbior Australii oraz ocena decyzji o osiedleniu sie tutaj, zalezec bedzie od tego:

  • jakim czlowiekiem jestes i

  • jak ci sie tu powiedzie.

Z perspektywy jednego roku zagadnienie bedzie wygladalo inaczej niz z perspektywy lat pieciu, czy dwunastu. Oceny i nastroje beda zmienne i zalezne od biezacej sytuacji rodzinnej, zawodowej, towarzyskiej, finansowej, ...

"Swiat do jakiego jestes przyzwyczajony" zniknie. Nie bedzie go. Bedzie tak daleko, ze az nierealny. Jesli trudno byloby ci bez niego zyc, to twoja adaptacja tutaj moglaby byc proporcjonalnie nielatwa.

Wiele ze soba przywieziesz - tak zwane wartosci, zwyczaje (szczegolnie, gdy przyjezdza cala rodzina), kulture, ale to wszystko bedzie musialo zafunkcjonowac w innym kontekscie (obrazowo - spocony Gwiazdor w krotkich spodenkach, w pelnym sloncu, w przydomowym ogrodku, przy temperaturze 35 st.C, a przed Pasterka jeszcze krotka kapiel w cieplym morzu).

Z drugiej strony, przeplyw informacji jest nieograniczony, a fizycznie przeniesc sie z powrotem, choc na pare dni, do starego, dobrego swiata, to kwestia decyzji, kilkudziesieciu godzin i pewnej kwoty dolarow. Nielatwe to (obowiazki, obowiazki), ale wykonalne.

Jak sam piszesz, jest to wyzwanie. Nie wiem tylko czy to zycie tutejsze jest tak nieustannie ciekawe? Przez pierwszy rok, moze dwa, na pewno. Ale potem ... znoj i mozol codziennego bytowania.

Dzis ze znajomym plywalem po morzu zaglowka. Widzielismy rodzine delfinow, figlujacych w odleglosci kilku metrow od jachtu, i przelatujace nisko nad nami wielkie pelikany. Bylo to piekne, ale teraz, obrazki takie nie sa dla nas niecodzienne.

To normalny kraj. Mozesz tu odniesc sukces zawodowy i jednoczesnie zawod w milosci, lub odwrotnie.

Zapytanie "czy warto" sugerowaloby twoje racjonalne podejscie do kwestii. Ja (tez racjonalista) w tym przypadku proponowalbym popuszczenie troche wodzy emocjom. Jesli slowo "Australia" wywoluje u ciebie dreszczyk, jesli pochlaniasz napotkane okruchy informacji o tym kraju, jesli wszystko to potwierdza i buduje u ciebie bardzo pozytywny obraz tego kraju, to chyba "warto".

Jedno jest pewne - w Australii imigrant, szczegolnie ten z ostatnich lat, nie jest tania sila robocza, lecz raczej nalezy do bardzo dobrze wykwalifikowanych pracownikow lub pracodawcow - inwestorow. Srednia wyksztalcenia imigrantow w kategorii wykwalifikowanych pracownikow, jest o wiele wyzsza od tutejszej sredniej krajowej, a dzieci nowych imigrantow czesto w swych szkolach okupuja pozycje prymusow.

Jak sie w tym srodowisku sprawdzisz? To wlasnie jest wyzwanie i ... ryzyko.

powrot do gory

Czy zalujesz swojej decyzji o wyjezdzie do Oz?
lub
Nadal sie wahamy czy wyjechac, czy tez nie. Jestesmy przekonani w 90 %, a do takiej decyzji potrzeba 100% przekonania.

Jeszcze raz powtarzam, nie jest moim zamiarem naklanianie Cie do niczego, a w szczegolnosci do podjecia decyzji o wyjezdzie z Polski do Australii, lub odwrotnie. Nie bede zatem przedstawial zadnych argumentow.

Chcialbym tylko powiedziec, ze chyba bardzo trudno doprowadzic do sytuacji, w ktorej przekonanie o slusznosci decyzji siegnie 100%. Taki poziom satysfakcji chyba wogole nie istnieje, a jesli istnieje, to tylko tymczasowo.

Nawet po latach pobytu, szczegolnie w trudniejszych momentach, jakies watpliwosci beda obecne.

Niedawno rozmawialem telefonicznie ze znajoma, przebywajaca w Australii od kilkunastu juz lat. Rowniez z tej naszej rozmowy wynikalo, ze wlasciwie wszystko jest w porzadku, ale ...

Trzeba tez wziac pod uwage sytuacje odwrotna. Mysle, ze ten kto raz rozpoczal powazne rozwazania na ten temat, niezaleznie od ostatecznego rezultatu, nie zazna juz spokoju. Nawet jesli nie wyjedzie, to dlugo jeszcze bedzie rozmyslal jak by to bylo, gdyby jednak to zrobil.

powrot do gory

Czy masz jakies informacje o Polakach, ktorzy podobnie jak Ty przybyli do Australii (pracownicy wykwalifikowani) i postanowili jednak wrocic do Polski poniewaz nie potrafili sie odnalezc w nowej rzeczywistoci?


Tak, to sie zdarza, ale sa to przypadki nieczeste. Wiekszosc, ktora szacuje na ponad 95%, adaptuje sie, lepiej lub gorzej, lecz na tyle, ze wiedzie tu normalne, codzienne zycie.

Polska rodzine, ktora po kilkunastu latach zycia w Australii, postanowila wrocic do Polski, poznalem osobiscie, lecz bardzo przelotnie. Widzielismy sie tylko raz i krotko, a bylo to na kilka tygodni przed ich powrotem do Kraju.

Bylo to jednoczesnie w 2-3 miesiace po naszym przyjezdzie do Australii i wszystkim bylismy tak zachwyceni, ze trudno bylo uwierzyc, ze ktos chce stad wyjezdzac. "Allah jest wielki i niezbadane sa wyroki", pomyslalem sobie.

O ich dalszych losach dowiadywalem sie wyrywkowo, z rozmow ze wspolnymi znajomymi.

Przybyli do Australii na poczatku lat 80-tych, ale nie jako pracownicy wykwalifikowani, lecz z duza fala owczesnych uchodzcow politycznych. Po jakims czasie nauczyli sie jezyka i zaczeli pracowac, zdaje sie, ze na dosc srednich stanowiskach. Okresy pracy byly poprzedzielane okresami bezobocia. Na awans zawodowy i finansowy szanse mieli niewielkie lub zadne.

Wzieli kredyt na dom, w dosc odleglej dzielnicy, i splacali go latami, jak robi to wiekszosc mieszkancow Australii. Ich dzieci, tutaj chodzace do szkoly, zachowaly jezyk polski w formie niedoskonalej. Wolaly mowic po angielsku. Oni sami, jak wiekszosc imigrantow w pierwszym pokoleniu, w domu poslugiwali sie jezykiem ojczystym, a na zewnatrz, malo doskonalym angielskim.

Bawiac z wizyta w Polsce zaczeli omawiac, chyba w gronie rodziny i znajomych, jakies plany biznesowe, ktore szybko mialy ich wyrwac z australijskiej szarzyzny.

Po powrocie z wakacji niezwlocznie sprzedali dom w Oz i wyjechali w swoje strony, gdzies na poludniu Polski.

Na tym mozna by opowiesc skonczyc, gdyz odpowiedz na zadane pytanie zostala udzielona (nie dotyczyla, co prawda, pracownikow wykwalifikowanych, ale teoretycznie mogla dotyczyc kazdego), lecz zycie dopisalo ciekawy ciag dalszy.

Po pewnym czasie, moze 6-ciu, a moze 10-ciu miesiecy, dowiedzialem sie, ze owi ludzie znow sa w Australii. Gdzies wynajeli dom, powrocili na wydeptane sciezki, w poszukiwaniu pracy, a dzieci do swoich szkol.

Powodow bylo kilka:

  • biznes w Polsce nie wyszedl (cos mi sie wydaje, ze nie mieli zadnego biznes planu, a tylko duzo dobrych checi)

  • przywiezione do Polski pieniadze topnialy w oczach

  • rodzina przestala ich nosic na rekach, bo nie byli juz rzadkimi goscmi z dalekiej Australii

  • dzieci bardzo cierpialy w szkolach, gdzie rowiesnicy i nauczyciele starali sie, na wszystkie sposoby, wykazac im wyzszosc polskiego systemu edukacji i wychowania, nad innymi systemami.

Nie wiem, gdzie bohaterowie tej opowiastki znajduja sie obecnie, ani co robia.

Dobrze natomiast znalem, nieistniejaca juz dzis, rodzine, pochodzaca z jednego z krajow Europy Centralnej. Przyjechali do Australii jako pracownicy wykwalifikowani i przezyli tu okolo 3 lat, i nawet zaczeli sie juz stabilizowac. Oboje pracowali, ponizej swoich wczesniejszych osiagow, ale mieli stale posady. Starszy syn ukonczyl szkole srednia, z bardzo dobrym wynikiem, i rozpoczal studia na uniwersytecie.

Niestety, malzonek nie czul sie zaadaptowany i wraz z mlodszym synem wyjechal do kraju swego pochodzenia (obywatele tego kraju od lat uwazaja Polske za wzor gospodarnosci i cnot demokratycznych). Malzonka podazyla za nim, lecz po nieudanych negocjacjach, powrocila sama do Australii. Starszy syn kontynuuje tu studia, ale z rodzicami zerwal kontakty, gdyz ma do nich wielki zal, za to jak sprawe poprowadzili. Malzonek, jak donosi malzonka, cienko przedzie, ale do Australii wracac nie chce. Nie chce tez oddac mlodszego syna. Malzonka pracuje i prowadzi jednoosobowe gospodarstwo domowe w Australii, kraju ktory sobie wybrala, i w ktorym sie zaadaptowala.

Czy sa szczesliwi? Nie.

Wracajac do tematu, autora pytania najbardziej chyba interesuje proces adaptacyjny, jaki jest udzialem imigrantow, i szanse na jego pozytywny final.

Szanse, jak wspomnialem powyzej, sa duze, a opisane powyzej sytuacje, to raczej wyjatki. Trzeba jednak pamietac, ze jest to proces, ktory wymaga czasu, najczesciej lat.

Na kursie dla nowoprzybylych przedstawiono to nam w sposob nastepujacy:

Adaptacja do innej kultury przebiega, typowo, wedlug wykresu w ksztalcie litery W.

  1. miesiac miodowy (u mnie trwal prawie rok) - wszystko sie podoba

  2. spadek nastroju, przezywanie szoku kulturowego - juz zdajesz sobie sprawe z tego, ze tu nie tylko mowia innym jezykiem, ale maja tez inne podejscie do wielu spraw, inne zwyczaje, inaczej niz ty interpretuja wydarzenia i sytuacje, moga cenic cos, czego ty nawet nie zauwazasz, i na odwrot itd.

  3. dostosowanie mentalne - wzrost nastroju, wydaje ci sie, ze zrozumiales i dostosowales sie do nowego srodowiska

  4. izolacja mentalna - "a jednak to tak nie dziala!"

  5. akceptacja - nauczony przez zycie (i czas), juz mniej wiecej wiesz jak postepowac, czego sie spodziewac, znasz wielu ludzi i wiele miejsc. Znasz to srodowisko i akceptujesz je.

Ponoc, przez podobne stadia przechodzimy, adaptujac sie do warunkow w nowej pracy i w innych nowych srodowiskach. Moze to trwac dluzej lub krocej, przebiegac mniej lub bardziej lagodnie, ale wiekszosc z nas przechodzi przez wszystkie etapy.

Siegajac pamiecia wstecz, wydaje mi sie, ze po rocznym miodowym miesiacu (1), przeszedlem przez etapy 2, 3 i 4, z tym, ze glownie (lub wylacznie) byly to nastroje zwiazane z praca:

  • jej brakiem lub

  • satysfakcja, lub rozczarowaniem, praca i jej srodowiskiem.

Ale przeciez moglo byc i odwrotnie - moglem w pracy (lub bez niej) czuc sie wlasnie tak, a nie inaczej, gdyz bylem w okreslonym punkcie mojego wykresu W.
 

powrot do gory

Czego brakuje najbardziej z polskiej rzeczywistosci? Jakie byly pierwsze wrazenia po przybyciu do Australii?

Z polskiej rzeczywistosci najbardziej brakuje:

  • Mamy, rodziny, przyjaciol ze szkol i z "miasta", czyli brakuje ludzi

  • srodowiska zawodowego, ktore juz cie zna i moze nawet ceni

  • mowy wieszczow (po dwoch latach pobytu w Australii pojechalem do Polski, a tam same cuda - w radio mowia po polsku, w telewizji polskie filmy, i nawet pyskaty sprzedawca ... po polsku). Nigdy nie wyrazisz sie po angielsku z taka swada i dowcipem, jak w jezyku ojcow.

Wiele jest rowniez rzeczy, za ktorymi sie nie teskni.

Pierwsze wrazenia w Australii byly wysmienite:

  • ciagle, nieuzasadnione niczym szczegolnym, uczucie radosci (przez wiele, wiele pierwszych miesiecy)

  • nieustanne wchlanianie nowych porcji wiedzy - nowe slowa, nowe zwyczaje, miejsca, ludzie, zapachy, systemy, instytucje i cala reszta

  • poczucie, ze w tym momencie wszystko jest mozliwe do ociagniecia (startujesz co prawda od zera, ale ... jak tu mawiaja, "sky is the limit"). Na tym etapie mozesz na przyklad podjac decyzje czy chcesz mieszkac w tropiku, czy w klimacie srodziemnomorskim, w duzym czy malym miescie, w przeslawnym Sydney, czy w uroczej Adelaide ...

  • balasty, obciazenia, zadraznienia, zadrapania zostaly z tylu, daleko, daleko ...

  • poczucie i swiadomosc, ze wchlaniasz sie w jedno z najlepiej zorganizowanych spoleczenstw na swiecie

  • swietna pogoda, przyjazni ludzie

  • porzadek, czysto, bezpiecznie na ulicach

  • kolorowe papugi latajace nad glowami

... i wyobraz sobie, to trwalo chyba przez rok.

powrot do gory